Forum Historia Wielunia Strona Główna Historia Wielunia
Pierwsze i jedyne na świecie forum poświęcone przeszłości Wielunia i okolic.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wieluń w latach 60, 70, 80- tych.
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Historia Wielunia Strona Główna -> Historia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Thrush
Przejazdem



Dołączył: 31 Sty 2010
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wieluń

PostWysłany: Pią 0:36, 05 Lut 2010    Temat postu: Wieluń w latach 60, 70, 80- tych.

Myślę, że brakuje na forum wątku związanego z latami siedemdziesiątymi i osiemdziesiątymi ubiegłego wieku. Może to oznaka zbliżającej się starości, ale te lata wspominam z największym sentymentem. Pewnie dlatego, że były to moje "szkolne lata". Czasy kiedy przyjazd cyrku, lub "wesołego miasteczka" do Wielunia uważany był za ważne wydarzenie wspominam bardzo miło. Namiot rozbijano naprzeciw dzisiejszego gmachu sądu i przedstawienia dawano przez kilka dni. Może ktoś z forumowiczów ma fotografię cyrku, albo targu, który się odbywał w tym miejscu. W wieku dziesięciu lat byłem zapalonym fotoamatorem, ale Wieluń wydawał mi się wówczas mało atrakcyjnym tematem fotografii, więc niestety nie mam żadnych fotografii. Zmieniła się bardzo ulica P.O.W. -wówczas Waryńskiego. Także nie mam żadnych zdjęć. Podobnie z ulicą Częstochowską, 18-go stycznia i Stodolnianą. Celowo wspominam te okolice, ponieważ mieszkałem w pobliżu i na fotografii tych okolic zależałoby mi najbardziej. Oczywiście inni forumowicze pewnie mają sentyment do innych okolic, więc myślę że ten temat ma szansę na "zaistnienie". Mam nadzieję, że w rodzinnych zbiorach zachowało się trochę fotografii wartych opublikowania.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leonidas
Z przedmieścia



Dołączył: 10 Cze 2009
Posty: 40
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:27, 17 Maj 2010    Temat postu:

Ulica POW w Wieluniu
D
roga w Wieluniu, która nosi nazwę ulicy POW, przed laty tuż za cmentarzem ewangelickim zmieniała swoją zewnętrzną powierzchnię w zależności od pogody i pory roku. Zimą zasypywana grubą warstwą śniegu i pokryta skośnie usypanymi zaspami, była nieprzejezdna, bo nawet pługu odśnieżnego w ramach szarwarku nikt nie używał, dlatego chłopi jadąc na targ do miasta jechali polami. Jesienią czy wiosną, swoim wyglądem przypominała raczej bajoro i była jednym pasem rozjeżdżonego błota sięgającego koniom prawie brzucha, a koła wozów zanurzały się w tej mazi po same piasty. Rzadkie błoto przywarte do szprych unosiło się by potem powoli spłynąć w dół oblewając całe koło. Dopiero przy cmentarzu, kiedy wóz wydostał się na ubitą drogę, woźnica smagał konia batem by ruszyć żwawo i pozbyć się tego co przywierało do kół aby w mieście lepiej zaprezentować swój pojazd. Latem gdy słońce wysuszyło błotniste kałuże, droga przeobrażała swoją postać. Tamte błotniste koleiny wypełniły się miałkim suchym pyłem, który przesypywał się między szprychami chłopskich furmanek, za którymi zawsze unosił się tuman kurzu i wisiał jeszcze długo po przejechaniu furmanki.
Osobiście nie lubiłem jesienno-zimowych dni, gdy zmrok zapadał bardzo wcześnie, a do domu przypadało wracać wieczorami. Nie było większego problemu, gdy przyprószyło trochę śniegu lub przyświecał księżyc, a droga była trochę ścięta mrozem. Bardzo zazdrościłem moim kolegom ze szkoły, którzy po lekcjach - (a wtedy lekcje z drugiej zmiany kończyły się o godzinie 18:00 a nawet o 19:00) - wracali do swoich domów położonych w centrum miasta. Szli czystymi chodnikami, tu i ówdzie wprawdzie rzadko, ale uliczne lampy rzucały resztki światła. Moja droga po lekcjach ze szkoły przy ulicy Rudzkiej prowadziła przez pola polnymi ścieżkami (o czym jeszcze napiszę) gdzie można było iść przy suchym lub zmarzniętym podłożu. Przy roztopach i jesiennej słocie, trzeba było iść drogą okrężną – ulicą Kilińskiego, przejść Plac Targowy i wejść na ulicę POW i iść aż do końca chodnika, który kończył się przy domu pana Sienkiewicza (dawniej Kubińskiego), tam też paliła się ostatnia latarnia. Gdy przekroczyło się granicę zasięgu latarni wiszącej na słupie, przed sobą miało się czarną otchłań, w którą trzeba było wniknąć. Aby wyobrazić sobie odczucie jakie mnie wtedy ogarniało, należałoby wejść do nieznanej ciemnej piwnicy z zawiązanymi oczami i próbować się w niej poruszać nie wiedząc jakie mogą znajdować się przeszkody. Po przebyciu około 150 mb w takiej ciemnej próżni, oczy zaczęły rozróżniać jakieś ledwo dostrzegalne kontury ogrodzenia cmentarza. Koło bramy cmentarnej przechodziłem z duszą na ramieniu, wprawdzie nie dowierzałem w oddziaływanie nieboszczyków, ale całkowicie nie dało się tego wykluczyć ze świadomości. Z końcem cmentarnego ogrodzenia, kończyła się też w miarę komfortowa ścieżka. Zaraz za narożnikiem tego muru można było spotkać wszystko czego by się spotkać nie chciało. Widoczność była tu zerowa. Nie wiadomo gdzie i jak postawić stopę. Ominięcie kałuży, mazistego błota czy zastoinowej wody, praktycznie nie było możliwe, jedyne co można było zrobić to w miarę szybko pokonać to bajoro zanim poczuje się mokro w butach. Samo brodzenie po błocie nie było jeszcze jakąś przeszkodą do której można nawet przywyknąć lub intuicyjnie ją ominąć, bardziej obawiałem się spotkania z człowiekiem. Spotkanie nagle wyrośniętej jak spod ziemi nierozpoznawalnej w ciemności postaci, nie należało do zjawiska, którego akurat pragnęło się odczuć z bliska. Czasem jeżeli udało się wcześniej usłyszeć jakiś nawet mało słyszalny szmer zbliżającej się postaci ludzkiej, bezszelestnie schodziłem w bok drogi. Grozę takich spotkań, nie wiadomo na ile prawdziwych, podsycały opowiadania sąsiadów i znajomych, którym zdarzało się zobaczyć dziwne i bliżej nie określone stwory. Osobiście żadnego stwora nigdy nie spotkałem, tylko raz jakiś gbur – nie wiem czy rzeczywiście chciał zrobić mi krzywdę czy tylko nastraszyć, zastawiał mi drogę i nie pozwalał mi przejść, ale to wystarczyło aby w takich ciemnościach mieć duszę na ramieniu.
Droga potrafiła też pokazać swoje piękne oblicze. W porze wiosenno-letniej, gdy słońce wysuszyło wszystkie błotniste kałuże, pola pokryły się zielenią zbóż, a w powietrzu unosiły się roje kolorowych motyli oraz brzęczących pszczół, kosmatych trzmieli i innych owadów, można było wdychać pełną piersią powietrze przesiąknięte wonią pól i dziko rosnących ziół. Każda pora dnia potrafiła oddać całą paletę i głębie barw oraz odcieni. Od wczesnego poranka do schyłku dnia można było cieszyć oczy zmieniającym się naświetleniem słonecznym zmieniając barwę kwiatów polnych. Niezależnie od tego czy świeciło słońce, niebo zakrywały chmury lub padał deszcz, ta droga potrafiła pokazać swoją piękną krasę. No i ta wszechobecna cisza, którą tylko czasem przerywała przejeżdżająca furmanka konna, świergot przelatujących ptaków, kukanie kukułki, rechot żab na mokradłach i klekot bocianów. Z oddali z pól dochodziły odgłosy rolników wydających polecenia swoim koniom, piosenki śpiewane przez pastuchów pilnujących swoich trzód. W majowe wieczory niesione po mokrej rosie tułały się pieśni majowych nabożeństw śpiewane pod przydrożnymi kapliczkami w Rudzie, Widoradzu, Urbanicach. Znając zalety tej pięknej pory roku, Wielunianie zamieszkujący w tej wschodniej części miasta, wieczorami lub w niedzielne popołudnie, całymi rodzinami robili sobie przechadzki w kierunku Widoradza lub Rudy, a co bardziej wymagające pary zakochanych zdążały w kierunku olszynek pana Głąbskiego lub ginęły na miedzach między polami.
Plac Targowy
Okolice dzisiejszego Placu Targowego na początku XIX wieku znajdowały się po za miastem i dalej w kierunku wschodnim rozciągały się już pola wykorzystywane rolniczo. Pola te miały zaledwie kilku właścicieli, a takim końcowym reliktem były jeszcze takie nazwiska jak Głąbski oraz Zajdel, do których jeszcze w pierwszej połowie XX wieku te pola należały, a przynajmniej ich większość. Na dojazd do tych pól wykorzystywano starą drogę między Widoradzem, a Wieluniem, która wtedy była jedynie jakąś piaszczystą czy błotnistą drogą, w zależności od pory roku. Że te obszary były wykorzystywane rolniczo, świadczy fakt, iż przy tej drodze wybudowano szereg stodół z kamienia piaskowego. Były to z pewnością pierwsze budowle, które tu za miastem powstały. Kompleks tych stodół powstał przy później nazwanej ulicy Stodolnianej. Wzdłuż obecnej ulicy Kilińskiego po powstaniu listopadowym, a na pewno po powstaniu styczniowym, wybudowano stajnie wraz z koszarami dla kozaków carskich. Zabudowania te po pewnej przebudowie stoją do tej pory. Rozrastająca się gmina wyznaniowa -wyznania Ewangelicko-Augsburskiego, w pierwszej połowie XIX wieku wykupiła od miasta w tej okolicy mały placyk gdzie założono cmentarz - było to w miejscu gdzie obecnie znajduje się budynek sądu. Jednak po epidemii cholery, w roku 1873, cmentarz zamknięto. Nowy cmentarz przy obecnej ulicy POW założono w roku 1875. Pomimo tego, pochówki jeszcze trwały, potem już sporadycznie, a ostatni pochówek na starym cmentarzu odbył się około roku 1930. Z tym cmentarzem są związane moje osobiste przeżycia pochodzące już z okresu niemieckiej okupacji. Będzie to wprawdzie mała dygresja w tym wątku, ale warto ją przywołać ku pamięci.
Cmentarz ten pamiętam dość dobrze, często tam przechodziłem, była nawet wydeptana ścieżka, którą skracano sobie drogę, aby nie okrążać go dookoła chodnikiem. W 1939 roku zachowały się jeszcze fragmenty murowanego parkanu,( a i po wojnie mur ten był częściowo widoczny) i groby były tu i ówdzie wyraźnie zauważalne. Plac cmentarny nie był równy, lecz znacznie pochylał się w kierunku placu targowego. Dla nas dzieci było to dużą zaletą, bo zimą dzieci z tej części miasta przychodziły tu by poślizgać się na śniegu, a kto posiadał sanki, mógł po nabraniu rozpędu, wyjechać daleko aż na plac. Jednak nie te dziecięce zimowe zabawy wyryły mi się w pamięci, ale tragedia jaka tam się wydarzyła w styczniu lub lutym 1940 roku.
Zima roku 1940 obfitowała w śnieg, ale były też dni pogodne i piękne, że dzieci i młodzież oddawała się zabawom na śniegu. W jeden taki dzień, pewnie już ostatni do końca wojny, zabawa trwała jak zwykle. Do ogólnej zabawy dołączyły się dwie niemieckie dziewczynki. Starsza w wieku około 13 lat i jej młodsza siostra. Dziewczynki wdały się wir ogólnej zabawy z polskimi dziećmi. Ponieważ ja jak zwykle, nigdy nie miałem sanek, a na butach ślizgać się nie umiałem, więc obserwowałem tylko to rozbawione towarzystwo. Pewien polski chłopak w wieku około 16 lat, wyjątkowo pięknie miał opanowaną jazdę na łyżwach, dlatego wszyscy bardzo go podziwiali, był prawie bożyszczem. Ale jak przy takich harcach, wszystko może się wydarzyć. W pewnym momencie, może z nieostrożności czy innej przyczyny, łyżwiarz podjechał zbyt blisko dziewczynek tak, że te się wywróciły razem ze sankami. Nic się niestało, jedynie musiały otrzepać się ze śniegu. Chłopak poczuł się nawet dżentelmenem bo pomógł im wstać i otrzepać resztki śniegu. Dziewczyny zjechały jeszcze parę razy i odeszły jakby nigdy nic. Zabawa trwała dalej. Po około pół godziny, starsza dziewczyna przyprowadziła swojego ojca w mundurze żandarma. Nagła konsternacja; -wszystkich sparaliżowało, ale dziewczynka wskazała tylko na chłopaka na łyżwach. Żandarm wyjął pistolet z kabury, i na oczach wszystkich strzelił mu w głowę. Chłopak upadł na śnieg, z przerażenia i strachu rozpierzchliśmy się we wszystkie strony.
Takie skojarzenia mam z tym cmentarzem. To miejsce pewnie już nikomu nic nie mówi, a wspaniały gmach sądu wykreśli te wydarzenia z pamięć już na zawsze.
W Wieluniu w tych latach funkcjonowało rękodzielnictwo płóciennicze, więc było też zapotrzebowanie na guziki, dlatego to miejsce po za miastem było bardzo odpowiednie, tym bardziej, że surowcem do tego wyrobu, były skorupy muszli pozyskiwane zapewne z pobliskich mokradeł i licznych rozlewisk wodnych, więc tu za miastem odpady nie były już dla miasta takie uciążliwe. Mniej więcej na przedłużeniu obecnej ulicy Targowej, a naprzeciwko cmentarza, zbudowano szopę lub szopy, (szopy te mogły powstać jeszcze przed założeniem cmentarza) w której, lub w których z tych muszli wycinano guziki. Jeszcze przed przebudową Placu Targowego można było bardzo łatwo wygrzebać muszle z wyciętymi okrągłymi otworami. Guziki te były stosowane do bielizny osobistej lub pościelowej. Wiele tych guzików powinno jeszcze się zachować w różnych babcinych zasobach krawieckich, tym bardziej, że jeszcze po wojnie były prawie w powszechnym użyciu.
Zabudowa przy drodze
Pierwsze domy mieszkalne przy drodze do Widoradza mogły już powstać na przełomie XVIII/XIX wieku, chociaż większość jest już późniejszego okresu. Powstające domy należało administracyjnie przypisać do odpowiedniej ulicy, dlatego nadano oficjalną nazwę: ulica Widoradzka.
Tak naprawdę nie udało mi się ustalić jaką nazwę ta ulica otrzymała jako pierwszą. Przewija się tu również osobna nazwa: ulica Cmentarna, co mogło być związane z założeniem cmentarza w roku 1875. Charakterystyczne jest dla tej ulicy to, że na przestrzeni czasu, ulica ta znana była pod różnymi nazwami. Do 1939 roku nosiła nazwę „POW”. W czasie okupacji niemieckiej powróciła do już wcześniejszej nazwy, lecz w brzmieniu niemieckim – „Frietchofstrasse”. Zaraz po wojnie przywrócono poprzednią nazwę, czyli POW, ale już w końcu lat 40-ch ,patronem tej ulicy został znany rewolucjonista antyrosyjski - Ludwik Waryński. Nazwa ta przetrwała do lat 90-tych, by ponownie powrócić do Ulicy POW. Tak mimochodem zastanawiam się dlaczego Polacy tak bardzo kultywują męczenników rosyjskich katowni, tymczasem polski męczennik szliselburskiej twierdzy nie może być patronem polskiej ulicy. Czyżby carska ochrana była mniejszym złem?
Po tej krótkiej dygresji powracam do przerwanego wątku. Z czasem znacznie przybywało budynków zwłaszcza po lewej stronie ulicy, ale jednak większość tych domów została wybudowana w latach 20-tych, 30-tych ub. wieku. Po prawej stronie drogi, do połowy lat 50-tych były tu tylko pola uprawne.
Obraz nie byłby tu pełny gdyby nie wspomnieć o ścieżce, która przez dziesiątki lat, a może nawet dłużej, spełniała bardzo ważną rolę. Ta ścieżka pomimo, że nie była zaznaczona na żadnych mapach, bardzo służyła, bo skracała drogę mieszkańcom takich ulic jak – ulica Częstochowska, Rudzka, Kościuszki, POW, a nawet mieszkańcom Widoradza. Ścieżka rozpoczynała się tuż przy wschodnim ogrodzeniu „Amerykanki”, biegła w poprzek ulicy Głębokiej, następnie skręcała na wschód i około 20 metrów biegła po krawędzi dołów po wybranej glinie. Od tych glinianek kierując się lekko w poprzek pola do wschodniej granicy czereśniowego sadu, który należał do pana Głąbskiego. Następnie wzdłuż tego sadu i potem przecinała prostopadle pola, by tuż przy cmentarzu wyjść do ulicy POW. Po wojnie, a może już podczas wojny, została wydeptana dodatkowa ścieżka, która rozpoczynała się na wysokości zabudowań usytuowanych blisko przejazdu kolejowego. Ścieżka biegła skosem przez pola, by połączyć się z poprzednio opisaną ścieżką na wysokości czereśniowego sadu, ale od południowego rogu tego sadu skręcała na lewo by skosem przez pola wyjść przy ulicy Kościuszki. Z tych ścieżek korzystano bardzo intensywnie ponieważ bardzo skracały drogę, a szczególne znaczenie miały dla młodzieży szkolnej, która uczęszczała do szkoły przy ulicy Rudzkiej.
Należy jeszcze dopisać epizod wojenny, a właściwie końcówkę wojenną. W drugiej połowie 1944 roku, Niemcy już poważnie przewidywali, że front wschodni lada moment może przesunąć się na Zachód. Ulica POW, a zwana wtedy Frietchofstrasse, była właściwie wysunięta najdalej na Wschód. Stąd pomysł, aby tu zorganizować linię obrony miasta. Po stronie prawej – patrząc w kierunku wschodnim, po wszystkich polach były zygzakowato kopane okopy, które ciągnęły się aż do ulicy Kościuszki i może dalej do ul Rudzkiej. Po wojnie w tych okopach walało się jeszcze dużo amunicji, hełmów, masek gazowych itp. rzeczy porzuconych przez wycofujących się żołnierzy Wehrmachtu, a na pewno też i trupy tych żołnierzy. W poprzek pól przy ulicy POW mniej więcej lekko na wschód od „Amerykanki”, potem skosem dalej między cmentarzem i ostatnim domem stojącym na końcu miasta należącym do Kubińskiego narodowości niemieckiej, aż prawie po sam tor kolejowy, ciągnął się wykopany głęboki rów przeciwczołgowy. Ulica POW nie została przekopana, ten skrawek pozostawiono na ostatnią chwilę zbliżającego się frontu. Pewnie zaskoczenie oddziałów radzieckich nie pozwoliło tej drogi przekopać lub zaminować. Wszyscy żołnierze niemieccy, którzy polegli w Wieluniu i okolicy przy wkraczaniu wojsk radzieckich w styczniu 1945 roku, zostali pozwożeni i wypełniono tymi zwłokami ten rów przeciwczołgowy, lecz nie w całym rowie, tylko w części po lewej stronie ulicy POW, patrząc od strony miasta w stronę cmentarza ewangelickiego. Mniej więcej od około czterech metrów od ulicy, dalej układano zwłoki na długości około sto metrów. Jak układano, czy pojedynczo czy warstwami tego nie wiem.
Droga bita wraz z chodnikiem kończyła się przy ostatnim domu. Gdy założono cmentarz, dalszy odcinek drogi został prowizorycznie uregulowany, a nawierzchnię utwardzono tłuczniem. Z końcem murowanego ogrodzenia cmentarza, droga pozostała już tylko zwykłą drogą polną, która tylko rozdzielała pola na część południową i północną. Południowa część jak już wspominałem należała do zacniejszych obywateli ziemskich – Gąbskiego, Zajdla i Burchacińskiego. Natomiast północna część pól to wąskie pocięte pasy należące do drobnych właścicieli. Pola te im dalej wysunięte na północ przechodziły w mokradła, na których rozlewiska wodne utrzymywały się przez cały rok, będąc rajem dla żab i bocianów, dlatego wielu właścicieli tych pól chętnie się ich pozbywało. Nie była to jedyna przyczyna, dla której właściciele wyzbywali się tych kawałków pól. Po roku 1918-ym gdy Polska otrzymała niepodległość, już w połowie lat 20-tych, a konkretnie w roku 1926, oddano do użytku rokadową linię kolejową, która w różnych proporcjach skośnie rozdzieliła te pola. Dostęp do tych pól stal się już bardziej uciążliwy, dlatego pod względem rolniczym te kawałki nie były już tak atrakcyjne, ale nabrały za to walorów działek budowlanych, stąd lewa strona ulicy wcześniej została zurbanizowana. Prawa strona swój charakter rolniczy utrzymała znacznie dłużej, a pierwsze symptomy urbanizacji rozpoczęły się w połowie lat 50-tych, gdy cała ulica, aż po Widoradz została zelektryfikowana. Na pełną urbanizację tej strony ulicy trzeba było jeszcze poczekać piętnaście lat. Wraz z elektryfikacją posadzono wzdłuż drogi drzewa akacjowe, w latach 60-tych położono chodnik z płyt betonowych a drogę utwardzono i położono asfalt. W ten sposób w drugiej połowie lat XX wieku ta droga po swoich przejściach stała się dopiero w pełni ulicą miejską.

Ludzie
Opisana droga czy ulica jak ją powyżej nazywaliśmy, cały czas pozostaje tylko przedmiotem martwym. Teraz chciałbym ten „przedmiot” ożywić. Gdy w 1930 roku mój Ojciec szedł tą drogą, aby obejrzeć działkę, którą chciał kupić, powiada: - „Było tu tylko parę domów z rzadka pobudowanych od siebie, a za cmentarzem, to już niebyło nic, a droga to taka jak się w pola wychodzi”. Kiedy zaczęto najwcześniej zasiedlać tę ulicę, nie jest mi znane, jednak większość budynków pobudowano w pierwszej połowie lat XX-tych. Tę ulicę szczególnie zasiedlili obywatele narodowości niemieckiej – wyznania ewangelicko-augsburskiego. Nie jestem całkowicie przekonany czy wszyscy ci ewangelicy byli narodowości niemieckiej, ale na pewno były to takie nazwiska jak: Zychla – trudnił się kowalstwem. Na zapleczu domu wybudował kuźnię – osobiście w tej kuźni byłem co najmniej kilka razy z moim Ojcem. W okresie 1939 do 1945, Zychla był dość znanym dla Wielunian oczywiście nie z tej kowalskiej dobrej strony. Janecki: - był rzeźnikiem, jego sklep masarski znajdował się przy ulicy Krakowskie Przedmieście. Jego nazwisko zdradzałoby jakieś koligacje z Polakami, ale już w pierwszych dniach września 39 roku świadczył usługi dla Wehrmachtu. Wagner: - Jego jakoś osobiście nie kojarzę , nie potrafię też nic powiedzieć o jego „działalności” w okresie okupacji. Na przedłużeniu Ulicy Staszyca prostopadle do ulicy POW w zaułku mieszkały dwie rodziny drobnych rolników, Fiszkal i Krauze. O tych rodzinach nie wiele mogę powiedzieć, jedyne to, że mój Ojciec często u tych rolników pracował dorywczo. W ostatnim domu przy ulicy POW, mieszkało chyba bezdzietne małżeństwo drobnych rolników – Kubińscy. Wprawdzie też byli ewangelikami, sprawowali nawet bezpośredni nadzór nad cmentarzem. Czy ci ludzie mieli jakieś korzenie niemieckie? Ogólnie tak ich postrzegano. Fakt, że przyjęli volkslistę, ale ja uważam, że raczej zrobili to dla świętego spokoju, i to było ich jedyne przewinienie, za co ostatecznie zapłacili wysoką cenę, ponieważ po wojnie odebrano im ich własność. Osobiście mam o nich najlepsze zdanie i chyba wielu sąsiadów myślało podobnie. W styczniu 1945 roku oprócz Kubińskich, wszyscy pozostali wyżej wymienieni, pośpiesznie opuścili swoje domostwa i razem z niemieckim wojskiem uciekli na zachód.
Oprócz w/w, mieszkało również kilku Polaków. Rolnik Jaglicz – miał maleńką drewnianą chatynkę wciśniętą między wysokie kamienice. Sroka – pracownik energetyki posiadał mały murowany domek fasadą trochę odsunięty od ulicy. Maras – jakby przylepiona dok wysokiej kamienicy malutka oficynka usytuowana wgłębi ogródka. Okazalszy murowany dom miał - Skoczylas. Te wszystkie nazwiska i tych ludzi znałem, jeżeli nie osobiście to z nimi się spotykałem na co dzień.
Mniej więcej około 150 mb. Za cmentarzem w znacznej odległości od ulicy z czerwonej cegły wybudował dom kolejarz – Kokociński. W dalszej kolejności znacznie dalej, w dwóch drewnianych domkach przystawionych szczytami do siebie mieszkał - Kornatowski i – Kałuża. Zaraz bezpośrednio wybudował murowany domek Kolejarz – Paszkiewicz, a bezpośrednio za nim w drewnianym domku mieszkał rolnik – Halbryt. Zaraz za przejazdem kolejowym w murowanym domu mieszkał – Stępień a potem już w znacznej odległości mieszkał – Markiewicz, potem - ogrodnik- Krawczyk, a już pod Widoradzem rolnik- Rzeżniczak.
Taki opisany stan zasiedlenia dotrwał do 1945 roku. Oczywiście mogły tu nastąpić w czasie wojny pewne zróżnicowania. Zaraz po styczniu 1945 roku już po wyzwoleniu, dom po Zychli zasiedlił - Zajdel, którego dom został zniszczony 1 września 1939 roku. Domy Janeckiego i Wagnera przekształcono w domy komunalne. Gospodarstwo po Krauzym przejął – Dudek. Nie są mi znane losy gospodarstwa Fiszkalów. Odebrany dom Kubińskim, zasiedlił – Sienkiewicz, pierwszy po wojnie starosta, który zginął tragicznie z końcem 1945 roku. Kubińscy z różnymi przerwami mieszkali częściowo w byłym swoim obejściu. Pod koniec swoich dni mieszkali dawnym domu, ale ten dom nigdy już nie był ich własnością. W drugiej połowie lat 50-tych zaczęło przybywać więcej nowych domów, ale nazwisk tych już nie bardzo przypominam.
Na pewno opis jakiego się podjąłem nie wyczerpuje wszystkich dziejów związanych z tą ulicą, mogłem też chronologicznie poprzestawiać pewne wydarzenia, mogłem też pominąć pewne postacie ludzkie, jednak na pewno jest to pierwszym opisem o tej ulicy. Będzie mi bardzo miło jeżeli ktoś podejmie ten wątek i uzupełni to co pominąłem lub dopisze dzieje i wydarzenia mnie nieznane, te dawne i te współczesne.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Thrush
Przejazdem



Dołączył: 31 Sty 2010
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wieluń

PostWysłany: Wto 22:16, 18 Maj 2010    Temat postu:

Dziękuję za wspaniały opis okolicy. Mam nadzieję, że gdy przypomni pan sobie więcej szczegółów to podzieli się pan nimi.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Thrush
Przejazdem



Dołączył: 31 Sty 2010
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wieluń

PostWysłany: Śro 15:01, 28 Gru 2011    Temat postu:

A może ktoś dysponuje jakimiś fotografiami z tego okresu. Mam na myśli amatorskie zdjęcia (nawet rodzinne), na których widoczny byłby Wieluń z tego okresu? Zajmowałem się w tych czasach "fotografią", ale wówczas ten temat wydawał mi się mało atrakcyjny, więc posiadam bardzo niewiele fotografii.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Thrush
Przejazdem



Dołączył: 31 Sty 2010
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wieluń

PostWysłany: Wto 13:18, 30 Paź 2012    Temat postu:

Czy ktoś posiada fotografię dawnego placu targowego- dziś na tym miejscu stoi gmach sądu? Przez jakiś czas był tam skład węgla, w pobliżu kiosk spożywczy...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
makr
Przejazdem



Dołączył: 15 Gru 2012
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:47, 21 Gru 2012    Temat postu:

Mam w archiwum trochę starych fotek oświatowych, harcerskich i ogólnowieluńskich, głównie z drugiej połowy lat 50-tych... dziś kilka z nich:

Liceum Pedagogiczne , na galowo rocznik ur. 1941







Fot, Bronisław Maciejak (1941-1983)


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez makr dnia Pią 23:15, 21 Gru 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jermar
Wójt



Dołączył: 15 Mar 2007
Posty: 544
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wieluń

PostWysłany: Pią 21:52, 21 Gru 2012    Temat postu:

Zdjęcia super oczekujemy na więcej Shocked

Pozdr.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
makr
Przejazdem



Dołączył: 15 Gru 2012
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 23:21, 21 Gru 2012    Temat postu:

Matura rocznika 1941 w Liceum Pedagogicznym, harcerstwo ok. Wielunia oraz wieluniacy w Tatrach...































Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
makr
Przejazdem



Dołączył: 15 Gru 2012
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 23:23, 21 Gru 2012    Temat postu:

Kąty koło Czarnożył



na mokro, fot. Bronisław Maciejak








nad Wartą...













Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez makr dnia Pią 23:33, 21 Gru 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Grzegorz Nowak (W)
v-ce Burmistrz



Dołączył: 19 Lut 2006
Posty: 377
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wieluń, a jakże :)

PostWysłany: Wto 18:32, 25 Gru 2012    Temat postu:

!!!!!!!
zdjęcie nr 1 - jesteś pewien, że osoby z tej klasy sa z rocznika 41?
wydaje mi się ze rozpoznałem na tym zdjęciu swoja mamę..!
masz jakieś dokładniejsze informacje????


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Thrush
Przejazdem



Dołączył: 31 Sty 2010
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wieluń

PostWysłany: Wto 21:13, 25 Gru 2012    Temat postu:

Bardzo fajne zdjęcia. Szczególnie te z Wieluniem w tle.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leonidas
Z przedmieścia



Dołączył: 10 Cze 2009
Posty: 40
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 4:29, 01 Sty 2013    Temat postu:

Czy na tym pierwszy zdjęciu, w pierwszy rzędzie, moż stoi Kazimierz Strączyński? Nie jestem pewien, czy nazwisko napisałem prawidłowo.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jermar
Wójt



Dołączył: 15 Mar 2007
Posty: 544
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wieluń

PostWysłany: Śro 19:27, 02 Sty 2013    Temat postu:

Leonidas napisał:
Czy na tym pierwszy zdjęciu, w pierwszy rzędzie, moż stoi Kazimierz Strączyński? Nie jestem pewien, czy nazwisko napisałem prawidłowo.


Tak, to Stanisław Kazimierz Strączyński.

Pozdr.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
makr
Przejazdem



Dołączył: 15 Gru 2012
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:34, 06 Sty 2013    Temat postu:

przynajmniej dwójka moich rodziców, to rocznik 1941... Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Thrush
Przejazdem



Dołączył: 31 Sty 2010
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wieluń

PostWysłany: Pią 0:49, 27 Lis 2015    Temat postu:

No i rozwalają nasz Wieluń... Ktoś wpadł na pomysł żeby młyn zabudować. pożal się Boże, apartamentowcem. Szkoda! Śmieszne, ale brak mi popękanych płyt chodnikowych, dzikich zarośli w mieście, normalnego parku, posesji bez kostki Bauma z normalnymi ogródkami...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Historia Wielunia Strona Główna -> Historia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin